7 stycznia 2014

Rozdział 16.

-  Pani psycholog, możemy porozmawiać?- usłyszałam za swoimi plecami.
Odwróciłam się na pięcie i ujrzałam Nikolaya. Lekko się zdziwiłam ale nie dałam tego po sobie poznać. Kiwnęłam tylko głową i gestem reki wskazałam żebyśmy usiedli na trybunach, z daleka od ciekawskich spojrzeń.
- O czym chcesz ze mną pogadać?- spytałam siadając na jednym z krzesełek rzeszowskiej hali.
Zmarszczył brwi, wyraźnie coś przemyślał i powiedział:
- Właściwie to nic takiego. Zapomnij- powiedział wstając z krzesełka obok.
Złapałam go za nadgarstek i pociągnęłam z powrotem.
- Siadaj i gadaj.
- Nie, na serio nie ma o czym.
I wtedy wyciągnęłam ciężką artylerię.
- Chcesz pogadać o Karolinie?- rzuciłam szybkie pytanie.
- Nie- zaprzeczył szybko na co ja tylko głupio się uśmiechnęłam.- No dobra. Tak. Skąd wiedziałaś?
- Mam oczy!- zaśmiałam się.
- Świetnie, czyli ona też widziała- potwierdziłam to tylko krótki skinieniem głowy.- Zbieram się od tego naszego spotkania w kawiarni, żeby ją zagadać, poprosić o numer telefonu..
Spojrzałam na niego oczyma jak pięć złoty.
- OD KAWIARNI?!- spytałam krzycząc na pół hali. Cóż.. hala ma to do siebie, że niesie głos, więc wszyscy mnie usłyszeli.- Człowieku, od tego spotkania minęło z półtora miesiąca!- dodałam cicho kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Ej! To nie jest takie łatwe, żeby zagadać do dziewczyny której prawie nie znasz!- zaczął się tłumaczyć.- Jeszcze mnie weźmie za jakiegoś pedofila..
- Dobra, dobra. Spokojnie- przerwałam mu w połowie zdania, bo już zaczął się rozkręcać.- Ciocia Ania Dobra Rada coś wymyśli i was zeswata. Tylko nie zdziw się jak będzie wolała pozostać z tobą tylko przyjaciółmi, wybredna jest- uprzedziłam go wstając z mojego miejsca.
- Serio pomożesz?- spytał z iskierkami w oczach.
- No tak ale nic nie obiecuję- powiedziałam ruszając w kierunku boiska.
- Dzięki!- wykrzyczał Penchev, który przytulił mnie i okręcił woku własnej osi.
- Penchev!- krzyknęłam poprzez śmiech.- Puszczaj mnie, szaleńcu jeden!- śmiałam się.
Kiedy w końcu znalazłam się na podłodze posłałam mu kuksańca i uciekłam w stronę zawodników, którzy zaczynali już ostatnią godzinę treningu. Okazało się, że zagramy jedno setowe mecze. Zostaliśmy podzieleni na grupy przez trenerów. Zespoły prezentowały się tak:

Grupa 1: Ruda (libero), Fabian, Aga (atakująca), Kosok, Patrycja (środkowa), Niko, Veres
Grupa 2: Igła, Karolina (rozgrywająca), Dawid, Sylwia (środkowa), Wojtek, Lena (przyjmująca)
Grupa 3: Marzena (przyjmująca), Lukas, Jochen, Nikol (środkowa), Asia (środkowa), Paul
Grupa 4: Alek, Luiza (rozgrywająca), Miśka (atakująca), Piotrek, Łukasz, Kostka i Ania (przyjmująca)

Na nic nie czekając zaczęliśmy grę. Na pierwszy ogień poszła Grupa 2 i 3. Lukas na początku bez problemu rozrzucał blok i doskonale zgrał się z Nikolą i Asią, które dawały niezłe show. Karolina nie radziła sobie najgorzej, w końcu grała z Dawidem ale na początku im nie szło. Spokojnie, Igła Dobry Duch zebrał w kupę swoją drużynę i odrobili starty, po czym wygrali 28:26. Wygrana grupa została i zagrała mecz z 1. Ziarenko dwoiło się i troiło aby zgubić, niesamowity blok 1. Nawet jej to wychodziło ale w połowie Veres odpalił swoją maszynę zwaną technika, a młody Penchev razem z Rudą bronili każdą bombę Konara. Przy jednej z ostatnich akcji, gdy atak wyprowadzała 1, do pojedynczego bloku na Nikolay'u skoczyła Karolina. Młody przyjmujący precyzyjnie uderzył piłkę w kąt boiska, nie dotykając nawet rąk Ziarenka. Atak bardzo ładny, ale ciekawsze rzeczy działy się pod siatką, kiedy to Karolina źle wylądowała i legła na podłodze. Penchev próbował uniknąć nadepnięcia na jej rękę i tak zabawnie się złożyło, że wylądował na niej. Na początku wszyscy się przestraszyli, że coś się stało lecz gdy usłyszeliśmy śmiech Karoliny, odetchnęliśmy z ulgą. Oczywiście Kosok nie omieszkał skomentować całego zajścia:
- Ej! Ale ja bardzo proszę bez takich akcji tutaj! Umówcie się po treningu!
- Goń się Grzesiu!- odpowiedziała Karolina, która już wstawała z parkietu z pomocą zawstydzonego Niko.
Ostatecznie 1 wygrały po zawziętej grze 31:29. Wygrani znów zostali na boisku, aby zmierzyć się z moją grupą. Mecz był bardzo zawzięty. Nie mieliśmy tak dobrej rozgrywającej jak Fabian, ale nadrabialiśmy atakami. Kiedy przyszła moja kolej do zaserwowania, nie zastawiałam się i posłałam jedną z mocniejszych zagrywek jakie w życiu zrobiłam. Veres nie był w stanie opanować piłki, która przeleciała na naszą stronę. Tą akcję rozegrały same dziewczyny. Konstancja pewnie przyjęła, Luiza rozegrała trochę za mocno ale wysoko na moje skrzydło, bardzo blisko siatki. Mogłam albo kiwać, albo ryzykować i wbić gwoździa pod ostrym kątem. Zaryzykowałam. Szybko ruszyłam do ataku po łuku, aby złapać piłkę w jak najlepszym punkcie. Wyskok, wymierzenie, uderzenie. Piłka wylądowała z hukiem między Kosą, a Nikolay'em, po czym odleciała w stronę sufitu. Spojrzałam się tylko na moją rękę i wzruszyłam ramionami.
- No to teraz już wiecie czemu na nią Rakieta wołamy!- zawołała z ławki Karolina.- Nie dość, że szybka, to jak przywali to huk robi nie z tej ziemi. Szacun!- zawołała wykonując ukłon w moją stronę.
Ostatni punkt, który decydować miał o naszej wygranej, wykończyć miałam ja. Luiza zbyt czytelnie wystawiła mi piłkę na prawe skrzydło. Nie pozostał mi nic innego jak zebrać w sobie resztki sił i mocno nabić piłkę o trzyosobowy blok albo próbować złapać dziurę. Jak zawsze nie mogłam pójść łatwiejszą drogą i nabić. Ja musiałam powiesić sobie wysoko poprzeczkę. Spróbowałam więc mocno posłać piłkę między rękoma Fabiana. Cóż, ta sztuka mi się nie udała ponieważ źle wymierzyłam i mikasa zamiast pomiędzy rękoma, odbiła się od głowy Fabiana w aut. Mój zespół cieszył się z wygranej, a ja podeszłam do Drzyzgi, sprawdzić czy wszystko w porządku.
- Boże, Fabian!- zażartował Konar rozłożony na swoim krzesełku.- Twoja własna kobieta cię bije!
- Dobrze powiedziane- odparł Fabian jednocześnie pokazując mi że nic się nie stało.- Moja własna, ciebie za to biją obce kobiety- dodał obejmując mnie ramieniem.
- Ojojoj!- lamentowała Karolina.- A ty dalej nic sobie nie wyrwałeś Dawidku?- spytała wyraźnie się z niego nabijając.
- Przygarnął kocioł garnkowi! U twojego boku faceta od 2 lat nie widziałem!- odgryzł się z uśmiechem triumfu.
- Kto się czubi ten się lubi- mruknął Fabian w moje włosy.
W odpowiedzi tylko cicho zachichotałam.
- I co z tego? Ja się bardzo dobrze czuję jako singiel.
Aga, która właśnie piła wodę, o mało jej nie wypluła.
- Jasne!- wtrąciła kiedy już poradziła sobie z wodą.- I właśnie dlatego, że tak dobrze się czujesz jako singiel, na każdym treningu majaczysz, że musisz sobie znaleźć faceta.
Karolina posłała jej mordercze spojrzenie.
- I ty przeciwko mnie Brudasie?- spytała z wyrzutem w głosie.- Ty lepiej uważaj, bo ja cię zeswatam z Dawidem- zagroziła celując palcem w Agę, która momentalnie podniosła ręce w geście poddania.
- Prawda zawsze wyjdzie na jaw!- zaśmiałam się.- Karolinie trza znaleźć chłopa. Ale nie byle jakiego, tylko takiego co z nią wytrzyma!
- Odczepcie się ode mnie!- zbulwersowała się Ziarenko.
- A może już się znalazł?- spytał Konar takim tonem jakby on coś wiedział.
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Poruszył tylko zabawnie brwiami w moją stronę, odpowiedziałam mu tym samym. On wieeeedział! Chyba będziemy musieli pogadać.
- Przepraszam bardzo. Ale czy wy coś wiecie czego my nie wiemy?- spytała Aga pokazując na naszą dwójkę.
Dawid zadziornie się uśmiechnął.
- Powiem ci jak się ze mną umówisz- powiedział z poważnym wyrazem twarzy.
- Lece- prychnęła Aga.
- Nie zamoczysz- mruknęła cicho Karolina, aby po chwili oberwać dwoma ręcznikami.
Siedzieliśmy jeszcze chwilę na hali, żartując i śmiejąc się do czasu aż nie usłyszeliśmy wołanie:
- Dzieciaki! Zbierać się już! Nie mamy całej nocy do sprzątania!
Wszyscy spojrzeliśmy w stronę wyjście, gdzie w drzwiach stały dwie pani po 40.
- Tak jest, pani Jadziu!- zasalutował Drzyzga.- Zbieramy się.
Gdy już się ogarnęłam i wyszłam z szatni, zauważyłam czekających na mnie Dawida i Fabiana. Uśmiechnęłam się do nich i złapałam swojego chłopaka za rękę.
- Skąd wiesz?- spytałam się Dawida.
Nie musiałam wchodzić w szczegóły. Doskonale wiedział o co mi chodzi.
- Zauważyłem. Poza tym cały czas o nią podpytuje!- zaśmiał się. - A ty?
- Dziś tak jakby poprosił mnie o pomoc.
Fabian miał jeden wielki kocioł w głowie i znak zapytania na czole..
- Co wiecie? Kto podpytuje? I kto poprosił..- chyba sam wpadł na odpowiedź na swoje pytania.- Aaa! Że młody Niko i Karolina?
- Tak Geniuszu!
- Będzie wybuchowa para!- zażartował Konar.
- Chyba nie- zaprzeczyłam szybko czym zasłużyłam na pytające spojrzenia chłopaków.- No heloł! To Ziarenko. Ona zawsze za długo się zastanawia, za dużo myśli i szuka dziury w całym. Wątpię żeby coś z tego wyszło. No i jeszcze ta różnica wieku..- dodałam.
- A ty i Fabian? Jesteś o niego starsza o 2 lata, co prawda to nie to samo co 4 ale kto na to w tych czasach patrzy? Zobaczysz, Penchev Alvaro ją wyrwie!
- Nie-e- pokręciłam przecząco głową.
Dawid zaszedł mnie od przodu i wyciągnął dłoń w moją stronę.
- Zakład?- spytał bardzo pewny siebie.
- O co?
- Wygrany zostaje fryzjerem drugiego na jeden wieczór- zaproponował Dawid.- Tylko bez ingerencji w ich decyzje.
Wydawało mi się to trochę ryzykowne. Oddawać moje włosy w ręce nieobliczalnego Dawida, który mógł zrobić wszystko. Ale w mojej głowie rodził się plan fryzury Konara. Tak bardzo kuszący plan, który kazał mi uścisnąć dłoń Konara i powiedzieć:
- Stoi!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
4000 wyświetleń! Jesteście wielcy, dziękuję ;*
I jak, podoba się rozdział? 
Spodziewaliście się takiego obrotu sprawy? ^^


Justyna ;*

6 stycznia 2014

Rozdział 15.

Kiedy siedziałam już na hali pośród sztabu czekając na naszych siatkarzy, próbowałam sobie ułożyć w głowie wszystkie za oraz przeciw przyłożeniu w twarz mojej ukochanej Monice. Do tej pory telepały mi się ręce i nie mogłam uspokoić nerwów. Cały czas tłumaczyłam sobie, że ona nie jest tego warta. Jakoś nie potrafiłam przekonać samej siebie. Wyładowywałam swoją złość za pomocą długopisu i zeszytu, bazgroląc najdziwniejsze kształty. Z moich myśli wyrwały mnie śmiechy i krzyki. Nie byłoby to dziwne gdyby nie fakt, że były to damskie głosy. Podniosłam głowę znad swojego zeszytu i ujrzałam siatkarki gotowe i zwarte do treningu na czele z Karoliną. Miny mojego sztabu mówiły jednoznacznie, że są równie zaskoczeni jak dziewczyny. Kiedy przechwyciłam wzrok Ziarenka posłałam jej pytające spojrzenie.
- Powinnyśmy mieć trening- rzuciła do mnie w odpowiedzi.
Po chwili dołączył do nas trener damskiej drużyny i jego sztab szkoleniowy. Szybko wyjaśniliśmy sprawę i wyszło na to iż popełniono błąd w grafiku.
- Uuuuu! A co to za cziki?!- usłyszałam 'szept' Konara, który szedł na czele spóźnionych siatkarzy.
Oczywiście wszystkie dziewczyny posłały mu spojrzenia, które mogłyby mordować.
- Daruj sobie. I tak nic nie wyrwiesz- odszczeknęła Aga poprawiając brąz kitkę.
Na hali dało się usłyszeć pomruk w wykonaniu siatkarzy. Uśmiechnęłam się głupi pod nosem.
- To się jeszcze okaże!- odparł pewny siebie wykonując gest 'obserwuję cię'.
Aga cicho prychnęła pod nosem i odwróciła głowę.
Trenerzy nie zwracali uwagi na dogryzki swoich podopiecznych. Dyskutowali szeptem co mają zrobić.
- No trudno. Dziewczyny zbieramy się! Dziś treningu nie będzie- powiedział pan Roman, trener siatkarek.
- Ale jak to?!- zbulwersowała się Karolina.- Jutro mamy mecz. Przydałby się nam trening. Wieczorem też się nie da?
- Karolina, dobrze wiesz, że nie jesteśmy na naszej hali. Asseco ma pierwszeństwo. A wieczorem będzie już za późno, jutro rano wcześnie wyjeżdżamy.
- A może zrobimy trening razem?- rzuciłam pomysł. Wszyscy spojrzeli na mnie jak na debila.- No co?- spytałam zbulwersowana ich reakcją.- Trening mieszany to nic nowego, często tak robią jedne z lepszych drużyn. Będzie to miało wpływ zarówno na psychikę graczy jak i w pewnym sensie na przygotowanie fizyczne. Niech panowie tylko pomyślą- zwróciłam się do trenerów.- Przecież aż tak dużej zmiany nie będzie. Na początek mogą się porozciągać zrobić trening siłowy, a na koniec w parach poćwiczyć różne pozycje-w tym momencie dało się usłyszeć śmiech zarówno jednych jak i drugich.- Zboczeńcy!- dodałam ze śmiechem.
Trenerzy skonsultowali się między sobą i ogłosili, że dziś trening mieszany. Żaden z zespołów nie był zadowolony.
- Panie trenerze!- zawołała z błyskiem w oku Karolina.
- Słucham?- odpowiedzieli jednocześnie Kowal i Wojtasik, którzy automatycznie się uśmiechnęli.
- No bo, nas jest 12, a chłopaków 13.
Wszyscy spojrzeli na mnie, a ja uniosłam ręce w górę w powiedziałam:
- Przykro mi, nie mam stroju! Nie mówiąc o butach.
Nie wiadomo skąd koło mnie znalazł się pan Jacek i zaczął badać moje kolano przez dżinsy.
- Mniejsza o strój, zawsze się coś wykombinuje. Poprawne pytanie brzmi: jak tam kolano?
- Od dawna nie boli, zmieniłam dietę wzbogacając ją o wapń i magnez oraz zaczęłam ćwiczyć mięśnie.
- Czuję właśnie. Ode mnie masz zielone światło. A co panowie na to?- zwrócił się do trenerów którzy zgodnie pokiwali głowami. Karolina dostałą polecenie wykombinowania mi stroju i po chwili razem ruszyłyśmy w kierunku szatni. Nie obyło się bez prawie szczegółowego opisu dnia wczorajszego. Jakie zdziwienie ukazało się na jej twarzy kiedy powiedziałam jej o rannej wizycie i małej wymianie zdań. Skomentowała to krótko:
- A to sucz! Jakby co to wal do mnie śmiało! Pokażemy jej!
- Liczyłam na twoje wsparcie!- zaśmiałam się biorąc od niej treningowy strój. Miała przygotowany pełny komplet. Koszulka z krótkim rękawem, krótkie spodenki, długie białe skarpety, białe ochraniacze, srebrne Asics'y i czarne 'skarpety' na ręce al'a Ruciak. Szybko się przebrałam i związałam włosy w koński ogon. Gdy wróciłyśmy na halę, dołączyłyśmy do rozciągających się już siatkarzy i siatkarek. Dość szybko przeszliśmy do treningu wytrzymałościowo-siłowego. Pomału zaczynałam odczuwać zmęczenie ale absolutnie nie zwalniałam tempa. Po około godzinie usłyszeliśmy, że mamy 10 minut przerwy. Otarłam pot z czoła i przyssałam się do butelki wody. Byłam już lekko zmęczona, a przede mną jeszcze dwie godziny intensywnego treningu.
- Nie musisz ćwiczyć- usłyszałam za sobą głos Fabiana, który po chwili przytulił się do moich pleców i położył głowę na moim ramieniu. Może nie tyle przytuli co się o nie oparł.
- Ale chcę- powiedziałam cicho cmokając go w skroń.
- O jak słodko!- jak zawsze skomentował Konar.- My wszyscy czekamy na małego Fabianka!- zaśmiał się siadając na podłodze.
- Skąd wiesz, że pierwsza nie będzie mała Ania?!- oburzyła się Karolina, która natychmiast padła jak długa obok Konara.
- A może obie opcje na raz?- zaśmiała się Ruda, która przyłączyła się do nas w czasie przerwy.
- O! I już mi się podoba tok myślenia mojej nowej koleżanki!- zażartował Konar.
Reszta przerwy minęła nam w miłej atmosferze, która głównie opierała się na żartowaniu z mojego związku. Gdy wróciliśmy na parkiet trenerzy odczytali pary w których mieliśmy ćwiczyć przez następną godzinę. Trafił mi się Paul, Ziarenko dostała Lukasa, a Konar, ku uciesze wszystkich dostał Agę. W tej ostatniej parze to toczyły się Gwiezdne Wojny. Fabian oczywiście próbował zmienić Luizę, na moją skromną osobę, podając najróżniejsze argumenty. Niestety, trenerzy spławili go równie szybko, jak on do nich poleciał z prośbą o zamianę. Bardzo dobrze mi się trenowało z Paulem, od którego mogłam się wiele nauczyć. Podpatrywałam jego sposób wyskoku, odbicia i ataku. Kiedy już luźno odbijaliśmy do siebie piłki sposobem górnym usłyszałam pytanie Ziarenka:
- Ej.. coś jest ze mną nie tak?
Spojrzałam na nią przez ramię jednocześnie odbijając do Paula.
- Nie- zaśmiałam się.- A czemu pytasz?
- Bo ten cały Penchev gapi się na mnie jak ciele na malowane wrota.
Skomentowałam to cichym śmiechem. Rzeczywiście tak było. Pokręciłam tylko z niedowierzaniem głową i ponownie skupiłam się na grze z moim partnerem. Nie wiem kiedy, a zleciała już druga godzina. Gdy sięgałam po swoją butelkę usłyszałam pytanie:
- Pani psycholog? Możemy porozmawiać?


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
HAHAHAH! Wiem! Jestem zła, że kończę w takim momencie ;p
Ale wiecie, buduję atmosferę ;]
Mam nadzieję, że się podoba :D

Justyna ;*
ZŁOTA ZASADA:
CZYTASZ= KOMENTUJESZ= MOTYWUJESZ ;*

1 stycznia 2014

Rozdział 14.

Dla Asi, która była gotowa przyjechać do Sztokholmu i zabić mnie, za tak długą przerwę ;)
A dla Malwiny dedyku nie będzie, bo się tylko nabija ze mnie xD (i tak cię kocham siostra! ;p)

Obudziłam się z uśmiechem na ustach. Nie otwierając oczu próbowałam ręką odnaleźć Fabiana, aby się do niego przytulić. Natknęłam się tylko na pustą poduszkę obok mnie. Zdziwiona otworzyłam oczy i rozejrzałam się po sypialni, w poszukiwaniu zegarka. No tak, mogłam się spodziewać, że nie znajdę. Wstałam, zlokalizowałam swoją bieliznę i koszulę Fabiana, którą założyłam. Kierując się w stronę kuchni zawiązałam włosy w koka na czubku głowy.
- Fabian?! Gdzie jesteś?!- krzyknęłam na cały dom.
Odpowiedziała mi tylko cisza. Wzruszyłam ramionami i zaczęłam szukać kawy w kuchennych szafkach. Kiedy w końcu ją znalazłam i zaparzyłam w dużym zielonym kubku usiadłam na kuchennym blacie. Upiłam trochę kawy i zagłębiłam się we własnych myślach gapiąc się pustym wzrokiem na własne dłonie. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Po chwili Fabian wpadł do kuchni jak oparzony, w pierwszej chwili nawet mnie nie zauważył, a kiedy w końcu raczył się obejrzeć cicho zaklął pod nosem.
- Ale to nie tak miało być- mruczał cicho do siebie, kładąc zakupy na blacie obok mnie.- Ty jeszcze powinnaś spać, a ja powinienem zrobić śniadanie do łóżka. Tak romantycznie powin...
- Romantycznie, to wczoraj było z kebabami- zaśmiałam się odkładając kubek.- Poza tym, znając ciebie i twoje umiejętności w gotowaniu, prędzej spaliłbyś dom- dogryzłam mu z miną niewiniątka
- Ohoho, jak uszczypliwa się znalazła! Zapomniałaś chyba, że ty też z gotowaniem dobrze nie stoisz- odparł podchodząc do mnie. Oparł się rękoma o blat i stanął ze mną twarzą w twarz, przy okazji odgarniając zagubiony kosmyk za moje ucho.
- Za to inne moje umiejętności są na dobrym poziomie- mruknęłam kładąc dłoń na jego karku.
- Na prawdę?- na jego twarzy pokazało się udawane zaskoczenie.- A jakie?- spytał szeptem.
Poruszyłam tylko zabawnie brwiami, złapałam za materiał jego koszulki i przyciągnęłam go do siebie. Złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek, który długo nie pozostał delikatny. Już po chwili Fabian przyśpieszył tępo i błądził swoją dłonią po moim nagim udzie, a pocałunkami pieścił moją szyję. Nie zwlekając ani chwili dłużej zaczął pozbywać się swojej koszulki, aby po chwili znów namiętnie wpić się w moje wargi. Już zabierałam się do zdejmowania z siebie Fabianowej koszuli kiedy usłyszeliśmy głośne chrząknięcie. Byłam tak zaskoczona, że zapomniałam iż za mną znajduje się szafka kuchenna. Cóż, przypomniałam sobie o niej kiedy gwałtownie oderwałam się od Fabiana i uderzyłam czubkiem głowy o jej kant.
- Cholera!- syknęłam cicho, rozmasowując jednocześnie rosnącego guza.
Jenak kiedy zobaczyłam małą osóbkę w progu kuchni.. oniemiałam.
- Przepraszam bardzo, że przeszkadzam- powiedziała wyzutym z emocji głosem.
Na twarz założyła maskę obojętności, jednak oczy zdradzały jej uczucia. Fabian lekko zakłopotany, Bóg jeden wie czemu przecież jest na własnych metrach kwadratowych, już miał coś wyjąkać kiedy jak na zbawienie rozdzwonił się jego telefon. Powiedział ciche 'Przepraszam, zaraz wracam' i prześlizgnął się między Moniką, a ścianą w międzyczasie naciągnął na siebie koszulkę.
Kiedy młody rozgrywający zniknął z pola widzenia, Monika pozwoliła zmierzyć mnie wzrokiem.
- Hola! Spokojnie z tym morderczym wzrokiem- rzuciłam w jej stronę zakładając ręce na piersi.
- Bo co? Chłopaka już mi zabrałaś, jeszcze bardziej chcesz mi zniszczyć życie?- spytała mrużąc ze złości oczy.
Zatkało mnie. Totalnie zbiło mnie z nóg. Jednak szybko się otrząsnęłam.
- Nic ci nie zniszczyłam- powiedzialam wolno przez zaciśnięte zęby.- Sama go straciłaś, przez swoją własną głupotę. I nie pierdol- dodałam szybko gdy Monika chciała coś powiedzieć- że to moja wina. Nie rób z siebie ofiary, bo sama spieprzyłaś sprawę- skończyłam celując w nią palcem.
Już przyrzekałam sobie w myślach, że więcej sobie nie pozwolę na taki wybuch, że będę kontrolować siebie i swoje emocje podczas tej jakże niezmiernie miłej konwersacji . Ale koleżanka miała chyba inne plany na tę rozmowę.
- Jeszcze pożałujesz- wysyczała.- Pożałujesz, że podjęłaś się roboty w Asseco, pożałujesz, że z nim porozmawiałaś, że na niego spojrzałaś..
- Nie rozpędzaj się czasem. I tak skończyłam cię słuchać przy pierwszym 'pożałujesz', więc się nie męcz, bo to grozi spoceniem- powiedziałam.
- Jeszcze się spotkamy- rzuciła prowokująco.
- Oby- powiedziałam na odchodne i poszłam w stronę sypialni.
Po drodze minęłam się z Fabianem który spytał:
- Gdzie idziesz?
- Ewakuuję się- odpowiedziałam zwięźle.
W gruncie rzeczy wyszłam z kuchni w obawie przed samą sobą. Jeszcze jedno nieodpowiednie słowo tej lalusi, a mogłabym nie wytrzymać. Aby ochłonąć po całej tej sytuacji, poszłam się do łazienki ogarnąć się i ubrać. Włosy związałam w wysoki koński ogon, zrobiłam delikatny makijaż. Wychodząc z łazienki wpadłam, na ubranego już, Fabiana.
- Przepraszam. Nie miałem pojęcia, że się tutaj zjawi.
- Skąd mogłeś wiedzieć, że twoja lekko psychiczna była wpadnie do nas na śniadanko?- zironizowałam, po czym szybko dorzuciłam:- Nie przepraszaj, to nie twoja wina.
- Wiem, ale i tak się z tym źle czuję.
- A tak w ogóle to po co przyszła? No, bo chyba nie na wyżej wymienione śniadanko- zaśmiałam się.
W odpowiedzi usłyszałam parsknięcie śmiechem.
- Nie. Przyszła oddać klucze.
Wzruszyłam tylko ramionami i odwróciłam się na pięcie. Poczułam na swoim nadgarstku dłoń Fabiana który automatycznie przyciągnął mnie do siebie i wymruczał mi do ucha:
- Na czym my to skończyliśmy?
- Chyba na tym- powiedziałam składając namiętny pocałunek na jego ustach. Fabianowe dłonie znów zaczęły wędrować po moich plecach. Akcja robiła się coraz gorętsza, ale ja natychmiastowo ją przerwałam, poklepałam Fabiana po policzku i powiedziałam z uśmiechem:- Ale niestety, trening wzywa.
- Trening mamy dopiero za godzinę!- wyjęczał Drzyzga.
-  Jeszcze przed nim chciałabym pojechać przebrać się i wziąć swoje materiały, więc byłoby miło jakbyśmy już wyszli!
- Dobra, tym razem wygrałaś.
- Ja zawsze wygrywam- rzuciłam przez ramię.
Kiedy już zjedliśmy śniadanie, spokojnie kuchnia i dom przeżyły, w wyśmienitych humorach ruszyliśmy w kierunku mojego domu. W samochodzie włączyliśmy radio, a do naszych uszu dotarła piosenka "Last Christmas", oczywiście automatycznie zaczęliśmy protestować, że jest za wcześnie na tego typu piosenki. Dopiero po chwili zorientowaliśmy się, że jest początek grudnia, a piosenka jest jak najbardziej na miejscu.
Gdy byliśmy pod moim domem rozdzwoniła się moja komórka. Zanim wygrzebałam ją z czeluści mojej torebki, natrafiłam na małą karteczkę, na której było zapisane parę słów, ładnym i charakterystycznym pismem:

To nie koniec. Słono zapłacisz za to, że nas rozdzieliłaś.
Nie masz pojęcia z kim zadarłaś.

Zgniotłam papier w reku czując narastającą frustrację i złość. Nie dam sobie w kaszę dmuchać, a zwłaszcza jakiejś rozwydrzonej panience. Ja nie mam pojęcie z kim zadarłam? Pomijając fakt, że nie wiedziałam, iż w ogóle z kimś zadarłam. To ona nie wie co zaczęła i to ona, a nie ja, powinna się obawiać.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem, że krótki, ale muszę jakoś zacząć i wrócić do starej weny.
Rozdziały na pewno nie będą już tak długie jak wcześniej, 
bo się po prostu człowiek męczy przy pisaniu takiego tasiemca.

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, Miśki ;**

Liczę na komentarze z opiniami ;)
Dodatkowo, świeża ankieta, na Nowy Rok ;p

24 grudnia 2013

Wesołych Świąt ;3 +małe info.

Wesołych świąt mordki ;**
Bogatego Mikołaja, a żeby wam jakieś siatkarskie ciacho przyniósł pod choinkę i w ogóle wszystkiego naj ;3

Chciałam się wytłumaczyć z długiego nie dodawania rozdziałów.
W Szwecji mamy już koniec pierwszego semestru i trzeba było podgonić z ocenami jak i z językiem.
Przede mną trudny wybór szkoły, więc po prostu jestem teraz kłębkiem nerwów i stresu.
Na szczęście nadeszła przerwa świąteczna i już biorę się za pisanie.
Ale jest mi trochę przykro, że nie stać was na więcej niż 4 komentarze (albo w ogóle) pod postem.
Pamiętaj: czytasz=komentujesz=motywujesz, bo nie tylko brak mi weny ale również motywacji.
Kiedy mam czas, czytam wasze rozdziały aby być na bieżąco, później staram się dodawać komentarze ;)

A więc! :D Jeszcze raz Wesołych Świąt ;)

Justyna ;*

29 listopada 2013

Rozdział 13.

Dedykuję rozdział mojej kochanej chorowitce. Jafra, jestem z tobą! ;*
Oraz Asi i Karolinie które pomogły mi wymyślić idealną i oryginalną randkę Ani i Fabcia ;3

Kiedy już przyjechałam do domu i dostałam burę od ojca, który zaczął wypytywać się o wszytko, a na koniec spytał się czy kogoś mam, podjęłam decyzję, że czas się usamodzielnić. Jak tylko wrócę z tej cholernej, tajemniczej randki, zacznę szukać mieszkania. Mam już swoje lata, pora wylecieć z rodzinnego gniazda. Bez żadnego ociągania się rozpoczęłam wielogodzinne przygotowania do spotkania z Fabianem. Pozwoliłam włosom wyschnąć tak, żeby skręciły się w sprężynki, tak bardzo znienawidzone przeze mnie na co dzień. Zawinięta w ręcznik weszłam do swojej garderoby. Oczywiście powtórzyła się sytuacja sprzed rozmowy kwalifikacyjnej. Czyli: załamanie rąk, płacz i zgrzytanie zębami, wołanie o pomstę do nieba za własną głupotę i na końcu oczywiście zarzekanie się oraz obietnice pójścia na zakupy. Nie miałam kompletnie żadnego pojęcia w co się ubrać, bo moja garderoba bazowała głównie na koszulkach, jensach i dresach, które nie są raczej najlepszym strojem na randkę. Nie myśląc zbyt wiele złapałam za telefon i wybrałam numer Ziarenka.
- Czego?- zapytała jednocześnie coś przeżuwając.
Przewróciłam tylko oczyma.
- Pomocy!- odparłam wysapując zrezygnowana do telefonu.
- Oho! Zamieniam się w słuch!- powiedziała ochoczo.
Streściłam krótko mój problem nerwowo krążąc po pokoju. Została mi jeszcze niecała godzina. Jak się nie wyrobię to nie będzie ciekawie. Karolina tylko co chwilę przytakiwała i słuchała. Pewnie w wyobraźni przekopywała swoją szafę. Kiedy skończyłam ona tylko rzuciła:
- Będę za 15 minut- i się rozłączyła.
Spojrzałam zdziwiona na telefon i tylko wzruszyłam ramionami. Mogła powiedzieć co weźmie, żebym chociaż spróbowała zaprotestować. Chodziłam w kółko po swoim pokoju myśląc, że to przyspieszy przyjazd przyjaciółki. Kiedy usłyszałam pukanie do drzwi krzyknęłam:
- Otwarte!
Po chwili Karolina wpadła do mojego pokoju trzaskając drzwiami
- Ktoś tu dziś idzie na randkę?!- wykrzyczała zabawnie poruszając brwiami.
Westchnęłam tylko i podniosłam rękę do góry jak uczennica podstawówki.
- Nie nabijaj się tylko mów co przyniosłaś.
Ziarenko nic nie mówiąc zaczęła wyjmować starannie złożone ubrania na moje łóżko. Z każdą wyjętą rzeczą moje brwi wędrowały coraz wyżej, lecz wyjęcie przez nią brązowych litów z drewnianymi obcasami przelało czarę.
- Pogięło cię?!- spytałam poddenerwowana.- Przecież ja w czymś takim chodzić nie umiem!
- Nauczysz się- stwierdziła rzeczowym tonem przyglądając się swojej stylizacji rozłożonej na materacu mojego łóżka.- Lepiej powiedz co sądzisz o całości. Jestem genialna, prawda?- spytała zachwycając się własnym gustem. Miałam ochotę podrażnić się z nią i zaprzeczyć.
Niestety musiałam się zgodzić.
Szmaragdowa sukienka przed kolano z krótkim rękawkiem, brązowa skórzana kurtka, brązowa torebka na ramię i oczywiście te przeklęte lity. Całość dopełniały jasno zielone kolczyki i pierścionek. Wzruszyłam tylko ramionami i teatralnie otarłam nieistniejącą łzę.
- Dzięki tobie będę pięknie wyglądać na tej randce.
Poczułam tylko jak dostaję kuksańca w ramię. Zaśmiałam się tylko. Na serio będę pięknie wyglądać, pomyślałam mało skromnie.
- A tak swoją drogą, ciekawe gdzie cię zabiera- zachodziła w głowę Karolina, przy okazji rzucając się na łóżko.
- Żebym to ja wiedziała- prychnęłam układając włosy przed lusterkiem.
- Pewnie na coś mało oryginalnego ale romantycznego. Typu kolacja w dwoje, czy coś takiego.
Zmarszczyłam brwi zastawiając się nad jej słowami. W między czasie rzuciłam okiem na moja kreację i próbowałam wybrać coś ze swoich kosmetyków.
- Znając jego będzie to właśnie coś oryginalnego- mruknęłam do siebie po czym z frustracji rzuciłam tuszem w stronę umywalki w łazience.- Weź rusz dupę i mi pomóż, bo ja już wariuję!- zawołałam zrezygnowana.
- Siadaj- powiedziała wstając z łóżka.
Od razu wzięła się do roboty bez zastanowienia. Widać, że miała wprawę. Z resztą, zawsze miała do tego rękę. Za każdym razem gdy próbowałam spojrzeć w lustro, odwracała moją głowę mówiąc: nie ogląda się nie skończonych arcydzieł. Gdy już skończyła i mogłam się obejrzeć powiedziałam:
- Zostań moją prywatną stylistką.
Użyła jasnych cieni do powiek, czarnego eyelinera, tego samego koloru kredki do oczu i maskary. Podkreśliła również moje jasne brwi.
- Ależ przystojnie wyglądasz- powiedziała nachylając się i poprawiając kosmyk włosów.
- Dzięki- powiedziałam parskając śmiechem. Spojrzałam na zegarek i mruknęłam:- Czas się ubrać.
- Tylko załóż seksowną bieliznę!- rzuciła przez ramię.
Zaśmiałam się tylko kręcąc głową.
- A właśnie!- zawołała doganiając mnie.- Dobry jest w te klocki?- spytała z głupkowatym uśmieszkiem.
- A skąd mam wiedzieć?- spytałam chowając twarz wśród włosów, a jednocześnie próbując znaleźć jakąś stosowną bieliznę. Kiedy rzuciłam okiem na Karoliną, parzyła się na mnie oczyma jak pięć złoty.
- Zamknij buzię, bo połkniesz komara- rzuciłam do niej.
Ziarenko szybko się otrząsnęła.
- Ile wy ze sobą jesteście? Miesiąc? I jeszcze ze sobą nie spaliście?- krzyczała lekko zdezorientowana.
- Zamknij się!- syknęłam.- Tata pracuje na dole- dodałam pośpiesznie.- A kiedy mieliśmy to zrobić?! W pokoju hotelowym w Paryżu? Całkiem romantycznie by było, gdyby nie fakt, że za ścianami mieliśmy innych siatkarzy. Nie miałam też zamiaru wskoczyć mu do łóżka po tygodniu bycia razem... Z reszta, mówisz tak jakby seks był najważniejszy w związku.
- Najważniejszy może nie jest ale bez seksu związku raczej nie ma- podsumowała wzruszając arogancko ramionami.- Wszystko wskazuje, że dziś ten wielki dzień, więc szykuj się, bo zostało ci dwadzieścia minut na ubranie się i poćwiczenie.
Wybrałam czarną koronkową bieliznę i cieliste pończochy. Kiedy już się przebrałam i wyszłam z łazienki, Karolina pokiwała aprobująco głową, a po chwili podeszła do mnie z litami w ręku.
- Masz tutaj moje cudeńka. Tylko uważaj na nie!
Przewróciła tylko oczyma i powiedziałam:
- Spoko. Jak się nie zabiję mając je na nogach to będzie dobrze.
- Nie przesadzaj- rzuciła przez ramię idąc w stronę łóżka.- No dawaj, dawaj! Szybko!- ponaglała mnie klaskając w dłonie.
Szybko włożyłam lity. Musze przyznać, że były cholernie wygodne i sądzę, że nie najgorzej w nich chodziłam.
- Dobra. Dasz sobie radę. Tymczasem ja już pędzę, bo niedługo się zjawi twój książę na białym koniu, oczywiście o ile się nie spóźni- dorzuciła z uśmieszkiem.
- Dziękuję ci jeszcze raz za pomoc- powiedziałam przytulając ją.
- Nie ma za co. W końcu po co ma się przyjaciół.
Gdy Karolina już pojechała, przewiesiłam sobie skórzaną kurtkę przez ramię i chwyciłam w rękę torebkę, do której szybko wrzuciłam portfel, telefon, klucze i chusteczki. Zeszłam na dół i zapukałam do drzwi gabinetu taty.
- Tato..- zaczęłam uchylając drzwi.
- No co tam?- spytał nie odrywając wzroku od ekranu laptopa.
Odchrząknęłam chcąc zwrócić na siebie uwagę i dodać sobie trochę odwagi. Kiedy tylko na mnie spojrzał spytał:
- Znam go?
Zmarszczyłam zdziwiona brwi.
- Skąd wiesz, że idę na randkę?
- Dobrze znam swoje dziecko!- rzucił rozbawiony.- Na spotkanie z koleżankami nie założyłabyś butów na obcasie. Nienawidzisz ich- oznajmił pokazując palcem na lity.- Więc kim jest ten szczęściarz i kiedy go poznam?
Ostatnia część pytania otumaniła mnie prawie tak samo, jak uderzenie patelnią w głowę.
- Fabian Drzyzga- powiedziałam- i nie wiem kiedy go poznasz. Mam nadzieję, że nigdy- mruknęłam do siebie ewakuując się z jego gabinetu.
Już widzę to przesłuchanie, które musiałby przejść Fabian podczas spotkania z moim ojcem. Tata poczułby się jak agent FBI wypytując młodego rozgrywającego o jego życie i plany na przyszłość.
Potrząsnęłam energicznie głową, chcąc jak najszybciej i jak najskuteczniej wyrzucić tę dziwną wizję z mojej głowy. Pomogło mi ciche pukanie do drzwi. Idąc w stronę wyjścia, nałożyłam na siebie kurtkę i przewiesiłam torebkę przez ramię. Nerwowo strzeliłam palcem i otworzyłam drzwi. Moim oczom ukazał się młody Drzyzga z artystycznym, kruczym nieładem na głowie i szarymi oczami utkwionymi w mojej małej osobie. Ba! Nawet się ogolił. Uśmiechnęłam się nieśmiało pod wpływem jego wzroku.
- Ślicznie wyglądasz- wykrztusił tylko i pochylił się nade mną, aby złączyć nasze usta w czułym pocałunku, który obudził rój motyli w moim brzuchu.
- Dziękuję- mruknęłam prosto w jego usta kiedy oboje raczyliśmy się od siebie oderwać.- To powiesz mi gdzie jedziemy?
Fabian złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w kierunku jego auta.
- Jeszcze o niczym się nie dowiesz- rzucił z cwaniackim uśmiechem otwierając przede mną drzwi pasażera.
Kręcąc z niedowierzaniem głową zapinałam pas. Ruch nie był zbyt wielki, godziny szczytu już dawno minęły. W trakcie drogi rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Fabian opowiadał o swoich znajomych z Warszawy, o klubie, rodzinie. Ja opowiadałam mu o tym, jak poznałam Dawida i Karolinę oraz jak spędziliśmy następne 6 lat, do czasu mojego wypadku. Na szczęście nie musiałam zaczynać opowiadać o tych niezbyt wesołych momentach mojego życia, gdyż Fabian zaparkował samochód i oznajmił, że jesteśmy na miejscu. Wyszłam z auta i zaczęłam się rozglądać. Poczułam dłoń Fabiana na mojej dokładnie w momencie gdy zrozumiałam gdzie mnie zabiera.
- Filharmonia!- szepnęłam.
- Spodoba ci się.
- W to nie wątpię! Uwielbiam muzykę klasyczną- powiedziałam nadal lekko zdziwiona.
- Nie spodziewałaś się. Przyznaj- naciskał z uśmieszkiem na twarzy.
- Nie. Jestem zaskoczona. Udał ci się- odpowiedziałam kręcąc głową.
- Zaskoczę cię jeszcze bardziej jak powiem, że sam lubię muzykę klasyczną?
Spojrzałam na niego autentycznie zaszokowana. Skąd on się wziął?
- No proszę. Inteligentny, dżentelmen, uprzejmy, zabawny i do tego lubi muzykę klasyczną. Fabian, twój gatunek dawno wyginął, co ty tu robisz?- spytałam przez śmiech.
- Dodaj jeszcze umiejętność gdy na fortepianie i masz ideał mężczyzny- skwitował rzeczowym i absolutnie nie skromnym tonem.- Chodź, bo zaraz się spóźnimy- powiedział pociągając mnie lekko w stronę ciężkich dębowych drzwi.
Koncert opierał się głównie na utworach Bacha, Mozarta i Chopina ale można było również usłyszeć utwory takich kompozytorów jak Stefano Mocini czy Lutosławskiego. Istna magia. To jest prawdziwa muzyka. Jeżeli ktoś najpopularniejsze utwory XXI wieku nazywa muzyką to jest pewnego rodzaju bluźnierstwo. Muzyką nie da się nazwać piosenki w której powtarza się jedno czy trzy zdania, które odnoszą się do seksu, alkoholu albo narkotyków, gdzie co trzecie słowo to przekleństwo, a melodia opiera się na trzech nutach. Na szczęście są jeszcze kompozytorzy, piosenkarze i zespoły które rozumieją i znają prawdziwe piękno muzyki i potrafią pokazać oraz wyrazić to piękno na swój własny niepowtarzalny sposób.
Spektakl okazał się rekordowo długi, nie to żebym narzekała ale kiedy wychodziliśmy z gmachu filharmonii, burczenia mojego brzucha nie zagłuszył nawet zimny i gwałtowny powiew wiatru. Nie uszło to uwadze Fabiana, który od razu stwierdził, że jedziemy na kolację.
- Fabian, jest godzina 22- zaśmiałam się.- Większość restauracji jest zamknięta albo przepełniona, w końcu to piątek- dodałam wybijając mu ten pomysł z głowy.
W końcu postanowiliśmy, że pojedziemy do domu Fabiana i wykombinujemy coś u niego. Znaczy on wykombinuje, ja ze swoimi nieumiejętnościami mogę co najwyżej pomóc. Moja skromna osoba i kuchnia równa się teksańska masakra piłą mechaniczną. Noc była zimna i wietrzna, dawało się wyczuć w powietrzu zapach nadchodzącego deszczu, więc wcale się nie zdziwiłam, że kiedy wysiadaliśmy pod mieszkaniem Drzyzgi pierwsze krople lądowały już na naszych głowach.
Dom młodego rozgrywającego znajdował się na jednym z nowo wybudowanych osiedli blisko centrum. Jak tylko zamknęliśmy za sobą drzwi najszybciej jak mogłam ściągnęłam ze stóp te cholerne lity. Wygoda, wygodą ale łydki i palce zaczynały mnie boleć. Rozejrzałam się po salonie. Nie był jeszcze do końca urządzony. Lekko zimny, bez ozdób, obrazów, kwiatów. Znajdowały się w nim najważniejsze i najpotrzebniejsze rzeczy. Ale jedno mnie zdziwiło najbardziej. Czarny, ekskluzywny fortepian stojący w rogu wielkiego salonu. Szczena opadła mi na podłogę.
- To fortepian- stwierdziłam z bystrością pięciolatka.
- Nie da się ukryć- potwierdził z ironią.- Lubię sobie od czasu do czasu pograć- dom był właściwie surowo umeblowany ale znalazło się miejsce dla fortepianu.- Nie zdążyłem dokończyć meblowania- stwierdził jakby czytając mi w myślach, stając obok mnie i obejmując mnie ramieniem.- W garderobie wciąż stoją kartony z meblami. Ciągłe treningi, wyjazdy, mecze, a jak trafi się dzień wolnego wolę inaczej spędzać wolny czas.
- Rozumiem. Wiesz, jak chcesz to mogę ci pomóc z meblowaniem. Lubię skręcać regały- dodałam posyłając kuksańca w jego stronę.- A teraz chodź coś upichcić! Tylko od razu mówię, ja się do gotowania nie nadaję!
Fabian zmarszczył brwi i spojrzał na mnie zaskoczony.
- Czemu?- spytał niepewnie.
- Bo moje umiejętności kucharskie są zerowe- przyznałam się do własnej słabości.
Fabian zaczął się śmiać, a ja tylko patrzyłam na niego jak na debila.
- To żeśmy się dobrali- wyjąkał między salwami śmiechu.
Schowałam twarz w dłoni, oparłam się o zimną, białą ścianę i zaczęłam chichotać.
- Tylko nie mów mi, że też potrafisz przypalić jajecznicę!- zaśmiałam się.
- Tak, potrafię!- stwierdził po czym wyjął telefon z kieszeni i naskrobał szybko sms'a.- Właśnie załatwiłem nam kolację, niestety będzie dopiero za 20 minut. Tymczasem, może coś ciepłego do picia?- spytał i zapraszającym gestem wskazał mi drogę do kuchni.
I w tym pomieszczeniu przeważała biel. Jasne meble, srebrny sprzęt kuchenny, tu i tam można było zobaczyć kolorowe detale. U szefa kuchni zamówiłam gorącą herbatę z cytryną. Czekając na tajemniczą kolację, wciąż opowiadaliśmy o swoich rodzinach. Właściwie to ja zasypywałam Drzyzgę pytaniami.
- Cały czas słyszę jak opowiadasz o swoim tacie. A mama?- spytał cicho.
Włoski na karku stanęły mi dęba. To jedno słowo budzi we mnie tak wiele sprzecznych emocji. Przede wszystkim nienawiść, gniew i żal. Ale i smutek, bo nigdy nie miałam prawdziwej matki. Długo się zbierałam do odpowiedzi, wystarczająco długo, żeby Fabian pomyślał, iż nie chcę o tym rozmawiać.
- Nie, nie! Nie o to chodzi. Stałeś się kimś ważnym w moim życiu, więc powinieneś znać moją przeszłość- zapewniłam szybko.- Moja matka zostawiła nas gdy miałam trzynaście lat. Jednego dnia wszystko było pięknie. Zakochani w sobie po uszy rodzice, szczęśliwa, kochająca się rodzina. A następnego wszystko legło w gruzach... Okazało się, że matka miała romans. Szybko zdecydowała się nas opuścić. Nawet nie próbowała ratować tego małżeństwa. Przekreśliła je, tak samo z resztą jak mnie. Dorastałam bez najważniejszej osoby w życiu każdej nastolatki. Tata jest moim ojcem i matką. Zawsze mnie rozumiał i wspierał. Dlatego jestem z nim tak bardzo związana, bo w tej jednej osobie są dwie najważniejsze postacie mojego życia. Pomagał mi w każdej chwili mojego życia. Nie ważne jaki miałam problem.
Z ostatnim wypowiedzianym przeze mnie słowem zadzwonił dzwonek do drzwi, który całkowicie rozproszył gęstniejącą atmosferę. Fabian potruchtał otworzyć, a ja wykorzystując okazję szybko przetarłam łzę. Miałam nadzieję, że nie zobaczył jej młody rozgrywający.
- Nasza wyborna i wyśmienita kolacja przybyła!- ogłosił Fabian wchodząc do kuchni z dwoma srebrnymi zawiniątkami w jednorazówce.
Równo z jego pojawieniem się w pomieszczeniu do moich nozdrzy doleciał doskonale znany i uwielbiany przeze mnie zapach. Od razu zaczęłam się śmiać.
- Kebab jako wyborna i wyśmienita kolacja!- powiedziałam przez śmiech do siadającego naprzeciw mnie rozgrywającego.- Nie ma co, ten wieczór zdecydowanie należy do oryginalnych!
- Słuchaj. Zaraz możemy zgasić światła, zapalić świeczki i zjeść kebaba w świetle świec. Wtedy będzie mniej oryginalnie.
- Proszę cię!- wykrztusiłam.- Daj mi po prostu moją porcję.
Wesoła i zabawna atmosfera utrzymana była przez cały posiłek. Śmialiśmy się z różnych sytuacji i opowiadaliśmy sobie różne historie. Gdy skończyliśmy i posprzątaliśmy po kolacji, poszliśmy do salonu. Podążałam krok w krok za Fabianem, który usiadł za fortepianem i delikatnie musnął palcami klawisze wydobywając cudowne dźwięki z najwspanialszego instrumentu świata. Oparłam się o jego barki wsłuchując się w melodię. Nagle zmienił tonację, a nuty zaczęły układać się w jedną z moich ulubionych kompozycji Stefano Mocini'ego, It hurts.
- Trafiłem?- spytał cicho.
- Idealnie- odszepnęłam wpatrując się w jego dłonie.
Ta chwila mogłaby trwać wieczność. Przy nim czułam, że żyję. Nie potrzebowałam siatkówki aby czuć się spełnioną i szczęśliwą. Mogłam być sobą. Mogłam być wredna, chamska, sarkastyczna, a on ciągle był przy mnie. Dobrze wiedział co lubię, co mi się podoba, co myślę! On po prostu czytał mi w myślach! Wraz z ostatnią nutą złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach. Odwzajemnił go z taką wrażliwością i słodyczą, iż wiedziałam, że kocham tego faceta. Nie ma i nie będzie żadnego innego.
Z każdą sekundą nasz pocałunek zmieniał się w coraz bardziej dziki i namiętny. Młody rozgrywający błądził swoimi dłońmi po moich plecach z delikatnością, która mogła zaskoczyć. Fabian na chwilę oderwał się od moich ust ciężko oddychając. Spojrzał się na mnie pytająco, tak jakby pytał się o zgodę. Nieznacznie kiwnęłam głową w odpowiedzi, doskonale wiedziałam czego chciałam. Drzyzga wstał z krzesełka, objął mnie rękoma w talii, a ja podskoczyłam i owinęłam swoje nogi wokół jego bioder. Znów złączyliśmy nasze usta w pocałunku, zmierzając w kierunku sypialni.
On jest tym jedynym. Jest moim ideałem. Jest mężczyzną z którym chcę być do końca. Nie ma i nie będzie żadnego innego. Czułam, że przy nim jest moje miejsce na świecie. Nigdy nie wierzyłam w pokrewieństwo dusz. Uważałam to za niemożliwe. Jednak po spotkaniu tego mężczyzny, zmieniłam zdanie.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że kazałam tak długo czekać ;)
Brak pomysłu i częściowo również ochoty ;p
Ale jest to jeden z dłuższych rozdziałów, więc sądzę, że mi wybaczycie ;)

Justyna ;* 

21 listopada 2013

Ogłoszenia parafialne.

Hej, ludzie! :p
Chciałam was o czymś poinformować, ponieważ wiele osób pyta kiedy następny.
Nowe rozdziały będą się pojawiać albo w niedziele, albo w poniedziałki.
Jest to spowodowane tym, że mieszkam od niedawna w Szwecji i uczę się języka.
Na dodatek we wtorki mam dodatkowe lekcje, a w środy chodzę do polskiej szkoły,
więc mam mało czasu na pisanie dwóch, czy więcej, rozdziałów tygodniowo.
Nauka to nauka. Nijak nie przeskoczysz..
Jeżeli będę miała wolne, oczywiście rozdziały będą dodawane częściej.

A więc, do następnego! :D


Justyna ;*