Oraz Asi i Karolinie które pomogły mi wymyślić idealną i oryginalną randkę Ani i Fabcia ;3
Kiedy już przyjechałam do domu i dostałam burę od ojca, który zaczął wypytywać się o wszytko, a na koniec spytał się czy kogoś mam, podjęłam decyzję, że czas się usamodzielnić. Jak tylko wrócę z tej cholernej, tajemniczej randki, zacznę szukać mieszkania. Mam już swoje lata, pora wylecieć z rodzinnego gniazda. Bez żadnego ociągania się rozpoczęłam wielogodzinne przygotowania do spotkania z Fabianem. Pozwoliłam włosom wyschnąć tak, żeby skręciły się w sprężynki, tak bardzo znienawidzone przeze mnie na co dzień. Zawinięta w ręcznik weszłam do swojej garderoby. Oczywiście powtórzyła się sytuacja sprzed rozmowy kwalifikacyjnej. Czyli: załamanie rąk, płacz i zgrzytanie zębami, wołanie o pomstę do nieba za własną głupotę i na końcu oczywiście zarzekanie się oraz obietnice pójścia na zakupy. Nie miałam kompletnie żadnego pojęcia w co się ubrać, bo moja garderoba bazowała głównie na koszulkach, jensach i dresach, które nie są raczej najlepszym strojem na randkę. Nie myśląc zbyt wiele złapałam za telefon i wybrałam numer Ziarenka.
- Czego?- zapytała jednocześnie coś przeżuwając.
Przewróciłam tylko oczyma.
- Pomocy!- odparłam wysapując zrezygnowana do telefonu.
- Oho! Zamieniam się w słuch!- powiedziała ochoczo.
Streściłam krótko mój problem nerwowo krążąc po pokoju. Została mi jeszcze niecała godzina. Jak się nie wyrobię to nie będzie ciekawie. Karolina tylko co chwilę przytakiwała i słuchała. Pewnie w wyobraźni przekopywała swoją szafę. Kiedy skończyłam ona tylko rzuciła:
- Będę za 15 minut- i się rozłączyła.
Spojrzałam zdziwiona na telefon i tylko wzruszyłam ramionami. Mogła powiedzieć co weźmie, żebym chociaż spróbowała zaprotestować. Chodziłam w kółko po swoim pokoju myśląc, że to przyspieszy przyjazd przyjaciółki. Kiedy usłyszałam pukanie do drzwi krzyknęłam:
- Otwarte!
Po chwili Karolina wpadła do mojego pokoju trzaskając drzwiami
- Ktoś tu dziś idzie na randkę?!- wykrzyczała zabawnie poruszając brwiami.
Westchnęłam tylko i podniosłam rękę do góry jak uczennica podstawówki.
- Nie nabijaj się tylko mów co przyniosłaś.
Ziarenko nic nie mówiąc zaczęła wyjmować starannie złożone ubrania na moje łóżko. Z każdą wyjętą rzeczą moje brwi wędrowały coraz wyżej, lecz wyjęcie przez nią brązowych litów z drewnianymi obcasami przelało czarę.
- Pogięło cię?!- spytałam poddenerwowana.- Przecież ja w czymś takim chodzić nie umiem!
- Nauczysz się- stwierdziła rzeczowym tonem przyglądając się swojej stylizacji rozłożonej na materacu mojego łóżka.- Lepiej powiedz co sądzisz o całości. Jestem genialna, prawda?- spytała zachwycając się własnym gustem. Miałam ochotę podrażnić się z nią i zaprzeczyć.
Niestety musiałam się zgodzić.
Szmaragdowa sukienka przed kolano z krótkim rękawkiem, brązowa skórzana kurtka, brązowa torebka na ramię i oczywiście te przeklęte lity. Całość dopełniały jasno zielone kolczyki i pierścionek. Wzruszyłam tylko ramionami i teatralnie otarłam nieistniejącą łzę.
- Dzięki tobie będę pięknie wyglądać na tej randce.
Poczułam tylko jak dostaję kuksańca w ramię. Zaśmiałam się tylko. Na serio będę pięknie wyglądać, pomyślałam mało skromnie.
- A tak swoją drogą, ciekawe gdzie cię zabiera- zachodziła w głowę Karolina, przy okazji rzucając się na łóżko.
- Żebym to ja wiedziała- prychnęłam układając włosy przed lusterkiem.
- Pewnie na coś mało oryginalnego ale romantycznego. Typu kolacja w dwoje, czy coś takiego.
Zmarszczyłam brwi zastawiając się nad jej słowami. W między czasie rzuciłam okiem na moja kreację i próbowałam wybrać coś ze swoich kosmetyków.
- Znając jego będzie to właśnie coś oryginalnego- mruknęłam do siebie po czym z frustracji rzuciłam tuszem w stronę umywalki w łazience.- Weź rusz dupę i mi pomóż, bo ja już wariuję!- zawołałam zrezygnowana.
- Siadaj- powiedziała wstając z łóżka.
Od razu wzięła się do roboty bez zastanowienia. Widać, że miała wprawę. Z resztą, zawsze miała do tego rękę. Za każdym razem gdy próbowałam spojrzeć w lustro, odwracała moją głowę mówiąc: nie ogląda się nie skończonych arcydzieł. Gdy już skończyła i mogłam się obejrzeć powiedziałam:
- Zostań moją prywatną stylistką.
Użyła jasnych cieni do powiek, czarnego eyelinera, tego samego koloru kredki do oczu i maskary. Podkreśliła również moje jasne brwi.
- Ależ przystojnie wyglądasz- powiedziała nachylając się i poprawiając kosmyk włosów.
- Dzięki- powiedziałam parskając śmiechem. Spojrzałam na zegarek i mruknęłam:- Czas się ubrać.
- Tylko załóż seksowną bieliznę!- rzuciła przez ramię.
Zaśmiałam się tylko kręcąc głową.
- A właśnie!- zawołała doganiając mnie.- Dobry jest w te klocki?- spytała z głupkowatym uśmieszkiem.
- A skąd mam wiedzieć?- spytałam chowając twarz wśród włosów, a jednocześnie próbując znaleźć jakąś stosowną bieliznę. Kiedy rzuciłam okiem na Karoliną, parzyła się na mnie oczyma jak pięć złoty.
- Zamknij buzię, bo połkniesz komara- rzuciłam do niej.
Ziarenko szybko się otrząsnęła.
- Ile wy ze sobą jesteście? Miesiąc? I jeszcze ze sobą nie spaliście?- krzyczała lekko zdezorientowana.
- Zamknij się!- syknęłam.- Tata pracuje na dole- dodałam pośpiesznie.- A kiedy mieliśmy to zrobić?! W pokoju hotelowym w Paryżu? Całkiem romantycznie by było, gdyby nie fakt, że za ścianami mieliśmy innych siatkarzy. Nie miałam też zamiaru wskoczyć mu do łóżka po tygodniu bycia razem... Z reszta, mówisz tak jakby seks był najważniejszy w związku.
- Najważniejszy może nie jest ale bez seksu związku raczej nie ma- podsumowała wzruszając arogancko ramionami.- Wszystko wskazuje, że dziś ten wielki dzień, więc szykuj się, bo zostało ci dwadzieścia minut na ubranie się i poćwiczenie.
Wybrałam czarną koronkową bieliznę i cieliste pończochy. Kiedy już się przebrałam i wyszłam z łazienki, Karolina pokiwała aprobująco głową, a po chwili podeszła do mnie z litami w ręku.
- Masz tutaj moje cudeńka. Tylko uważaj na nie!
Przewróciła tylko oczyma i powiedziałam:
- Spoko. Jak się nie zabiję mając je na nogach to będzie dobrze.
- Nie przesadzaj- rzuciła przez ramię idąc w stronę łóżka.- No dawaj, dawaj! Szybko!- ponaglała mnie klaskając w dłonie.
Szybko włożyłam lity. Musze przyznać, że były cholernie wygodne i sądzę, że nie najgorzej w nich chodziłam.
- Dobra. Dasz sobie radę. Tymczasem ja już pędzę, bo niedługo się zjawi twój książę na białym koniu, oczywiście o ile się nie spóźni- dorzuciła z uśmieszkiem.
- Dziękuję ci jeszcze raz za pomoc- powiedziałam przytulając ją.
- Nie ma za co. W końcu po co ma się przyjaciół.
Gdy Karolina już pojechała, przewiesiłam sobie skórzaną kurtkę przez ramię i chwyciłam w rękę torebkę, do której szybko wrzuciłam portfel, telefon, klucze i chusteczki. Zeszłam na dół i zapukałam do drzwi gabinetu taty.
- Tato..- zaczęłam uchylając drzwi.
- No co tam?- spytał nie odrywając wzroku od ekranu laptopa.
Odchrząknęłam chcąc zwrócić na siebie uwagę i dodać sobie trochę odwagi. Kiedy tylko na mnie spojrzał spytał:
- Znam go?
Zmarszczyłam zdziwiona brwi.
- Skąd wiesz, że idę na randkę?
- Dobrze znam swoje dziecko!- rzucił rozbawiony.- Na spotkanie z koleżankami nie założyłabyś butów na obcasie. Nienawidzisz ich- oznajmił pokazując palcem na lity.- Więc kim jest ten szczęściarz i kiedy go poznam?
Ostatnia część pytania otumaniła mnie prawie tak samo, jak uderzenie patelnią w głowę.
- Fabian Drzyzga- powiedziałam- i nie wiem kiedy go poznasz. Mam nadzieję, że nigdy- mruknęłam do siebie ewakuując się z jego gabinetu.
Już widzę to przesłuchanie, które musiałby przejść Fabian podczas spotkania z moim ojcem. Tata poczułby się jak agent FBI wypytując młodego rozgrywającego o jego życie i plany na przyszłość.
Potrząsnęłam energicznie głową, chcąc jak najszybciej i jak najskuteczniej wyrzucić tę dziwną wizję z mojej głowy. Pomogło mi ciche pukanie do drzwi. Idąc w stronę wyjścia, nałożyłam na siebie kurtkę i przewiesiłam torebkę przez ramię. Nerwowo strzeliłam palcem i otworzyłam drzwi. Moim oczom ukazał się młody Drzyzga z artystycznym, kruczym nieładem na głowie i szarymi oczami utkwionymi w mojej małej osobie. Ba! Nawet się ogolił. Uśmiechnęłam się nieśmiało pod wpływem jego wzroku.
- Ślicznie wyglądasz- wykrztusił tylko i pochylił się nade mną, aby złączyć nasze usta w czułym pocałunku, który obudził rój motyli w moim brzuchu.
- Dziękuję- mruknęłam prosto w jego usta kiedy oboje raczyliśmy się od siebie oderwać.- To powiesz mi gdzie jedziemy?
Fabian złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w kierunku jego auta.
- Jeszcze o niczym się nie dowiesz- rzucił z cwaniackim uśmiechem otwierając przede mną drzwi pasażera.
Kręcąc z niedowierzaniem głową zapinałam pas. Ruch nie był zbyt wielki, godziny szczytu już dawno minęły. W trakcie drogi rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Fabian opowiadał o swoich znajomych z Warszawy, o klubie, rodzinie. Ja opowiadałam mu o tym, jak poznałam Dawida i Karolinę oraz jak spędziliśmy następne 6 lat, do czasu mojego wypadku. Na szczęście nie musiałam zaczynać opowiadać o tych niezbyt wesołych momentach mojego życia, gdyż Fabian zaparkował samochód i oznajmił, że jesteśmy na miejscu. Wyszłam z auta i zaczęłam się rozglądać. Poczułam dłoń Fabiana na mojej dokładnie w momencie gdy zrozumiałam gdzie mnie zabiera.
- Filharmonia!- szepnęłam.
- Spodoba ci się.
- W to nie wątpię! Uwielbiam muzykę klasyczną- powiedziałam nadal lekko zdziwiona.
- Nie spodziewałaś się. Przyznaj- naciskał z uśmieszkiem na twarzy.
- Nie. Jestem zaskoczona. Udał ci się- odpowiedziałam kręcąc głową.
- Zaskoczę cię jeszcze bardziej jak powiem, że sam lubię muzykę klasyczną?
Spojrzałam na niego autentycznie zaszokowana. Skąd on się wziął?
- No proszę. Inteligentny, dżentelmen, uprzejmy, zabawny i do tego lubi muzykę klasyczną. Fabian, twój gatunek dawno wyginął, co ty tu robisz?- spytałam przez śmiech.
- Dodaj jeszcze umiejętność gdy na fortepianie i masz ideał mężczyzny- skwitował rzeczowym i absolutnie nie skromnym tonem.- Chodź, bo zaraz się spóźnimy- powiedział pociągając mnie lekko w stronę ciężkich dębowych drzwi.
Koncert opierał się głównie na utworach Bacha, Mozarta i Chopina ale można było również usłyszeć utwory takich kompozytorów jak Stefano Mocini czy Lutosławskiego. Istna magia. To jest prawdziwa muzyka. Jeżeli ktoś najpopularniejsze utwory XXI wieku nazywa muzyką to jest pewnego rodzaju bluźnierstwo. Muzyką nie da się nazwać piosenki w której powtarza się jedno czy trzy zdania, które odnoszą się do seksu, alkoholu albo narkotyków, gdzie co trzecie słowo to przekleństwo, a melodia opiera się na trzech nutach. Na szczęście są jeszcze kompozytorzy, piosenkarze i zespoły które rozumieją i znają prawdziwe piękno muzyki i potrafią pokazać oraz wyrazić to piękno na swój własny niepowtarzalny sposób.
Spektakl okazał się rekordowo długi, nie to żebym narzekała ale kiedy wychodziliśmy z gmachu filharmonii, burczenia mojego brzucha nie zagłuszył nawet zimny i gwałtowny powiew wiatru. Nie uszło to uwadze Fabiana, który od razu stwierdził, że jedziemy na kolację.
- Fabian, jest godzina 22- zaśmiałam się.- Większość restauracji jest zamknięta albo przepełniona, w końcu to piątek- dodałam wybijając mu ten pomysł z głowy.
W końcu postanowiliśmy, że pojedziemy do domu Fabiana i wykombinujemy coś u niego. Znaczy on wykombinuje, ja ze swoimi nieumiejętnościami mogę co najwyżej pomóc. Moja skromna osoba i kuchnia równa się teksańska masakra piłą mechaniczną. Noc była zimna i wietrzna, dawało się wyczuć w powietrzu zapach nadchodzącego deszczu, więc wcale się nie zdziwiłam, że kiedy wysiadaliśmy pod mieszkaniem Drzyzgi pierwsze krople lądowały już na naszych głowach.
Dom młodego rozgrywającego znajdował się na jednym z nowo wybudowanych osiedli blisko centrum. Jak tylko zamknęliśmy za sobą drzwi najszybciej jak mogłam ściągnęłam ze stóp te cholerne lity. Wygoda, wygodą ale łydki i palce zaczynały mnie boleć. Rozejrzałam się po salonie. Nie był jeszcze do końca urządzony. Lekko zimny, bez ozdób, obrazów, kwiatów. Znajdowały się w nim najważniejsze i najpotrzebniejsze rzeczy. Ale jedno mnie zdziwiło najbardziej. Czarny, ekskluzywny fortepian stojący w rogu wielkiego salonu. Szczena opadła mi na podłogę.
- To fortepian- stwierdziłam z bystrością pięciolatka.
- Nie da się ukryć- potwierdził z ironią.- Lubię sobie od czasu do czasu pograć- dom był właściwie surowo umeblowany ale znalazło się miejsce dla fortepianu.- Nie zdążyłem dokończyć meblowania- stwierdził jakby czytając mi w myślach, stając obok mnie i obejmując mnie ramieniem.- W garderobie wciąż stoją kartony z meblami. Ciągłe treningi, wyjazdy, mecze, a jak trafi się dzień wolnego wolę inaczej spędzać wolny czas.
- Rozumiem. Wiesz, jak chcesz to mogę ci pomóc z meblowaniem. Lubię skręcać regały- dodałam posyłając kuksańca w jego stronę.- A teraz chodź coś upichcić! Tylko od razu mówię, ja się do gotowania nie nadaję!
Fabian zmarszczył brwi i spojrzał na mnie zaskoczony.
- Czemu?- spytał niepewnie.
- Bo moje umiejętności kucharskie są zerowe- przyznałam się do własnej słabości.
Fabian zaczął się śmiać, a ja tylko patrzyłam na niego jak na debila.
- To żeśmy się dobrali- wyjąkał między salwami śmiechu.
Schowałam twarz w dłoni, oparłam się o zimną, białą ścianę i zaczęłam chichotać.
- Tylko nie mów mi, że też potrafisz przypalić jajecznicę!- zaśmiałam się.
- Tak, potrafię!- stwierdził po czym wyjął telefon z kieszeni i naskrobał szybko sms'a.- Właśnie załatwiłem nam kolację, niestety będzie dopiero za 20 minut. Tymczasem, może coś ciepłego do picia?- spytał i zapraszającym gestem wskazał mi drogę do kuchni.
I w tym pomieszczeniu przeważała biel. Jasne meble, srebrny sprzęt kuchenny, tu i tam można było zobaczyć kolorowe detale. U szefa kuchni zamówiłam gorącą herbatę z cytryną. Czekając na tajemniczą kolację, wciąż opowiadaliśmy o swoich rodzinach. Właściwie to ja zasypywałam Drzyzgę pytaniami.
- Cały czas słyszę jak opowiadasz o swoim tacie. A mama?- spytał cicho.
Włoski na karku stanęły mi dęba. To jedno słowo budzi we mnie tak wiele sprzecznych emocji. Przede wszystkim nienawiść, gniew i żal. Ale i smutek, bo nigdy nie miałam prawdziwej matki. Długo się zbierałam do odpowiedzi, wystarczająco długo, żeby Fabian pomyślał, iż nie chcę o tym rozmawiać.
- Nie, nie! Nie o to chodzi. Stałeś się kimś ważnym w moim życiu, więc powinieneś znać moją przeszłość- zapewniłam szybko.- Moja matka zostawiła nas gdy miałam trzynaście lat. Jednego dnia wszystko było pięknie. Zakochani w sobie po uszy rodzice, szczęśliwa, kochająca się rodzina. A następnego wszystko legło w gruzach... Okazało się, że matka miała romans. Szybko zdecydowała się nas opuścić. Nawet nie próbowała ratować tego małżeństwa. Przekreśliła je, tak samo z resztą jak mnie. Dorastałam bez najważniejszej osoby w życiu każdej nastolatki. Tata jest moim ojcem i matką. Zawsze mnie rozumiał i wspierał. Dlatego jestem z nim tak bardzo związana, bo w tej jednej osobie są dwie najważniejsze postacie mojego życia. Pomagał mi w każdej chwili mojego życia. Nie ważne jaki miałam problem.
Z ostatnim wypowiedzianym przeze mnie słowem zadzwonił dzwonek do drzwi, który całkowicie rozproszył gęstniejącą atmosferę. Fabian potruchtał otworzyć, a ja wykorzystując okazję szybko przetarłam łzę. Miałam nadzieję, że nie zobaczył jej młody rozgrywający.
- Nasza wyborna i wyśmienita kolacja przybyła!- ogłosił Fabian wchodząc do kuchni z dwoma srebrnymi zawiniątkami w jednorazówce.
Równo z jego pojawieniem się w pomieszczeniu do moich nozdrzy doleciał doskonale znany i uwielbiany przeze mnie zapach. Od razu zaczęłam się śmiać.
- Kebab jako wyborna i wyśmienita kolacja!- powiedziałam przez śmiech do siadającego naprzeciw mnie rozgrywającego.- Nie ma co, ten wieczór zdecydowanie należy do oryginalnych!
- Słuchaj. Zaraz możemy zgasić światła, zapalić świeczki i zjeść kebaba w świetle świec. Wtedy będzie mniej oryginalnie.
- Proszę cię!- wykrztusiłam.- Daj mi po prostu moją porcję.
Wesoła i zabawna atmosfera utrzymana była przez cały posiłek. Śmialiśmy się z różnych sytuacji i opowiadaliśmy sobie różne historie. Gdy skończyliśmy i posprzątaliśmy po kolacji, poszliśmy do salonu. Podążałam krok w krok za Fabianem, który usiadł za fortepianem i delikatnie musnął palcami klawisze wydobywając cudowne dźwięki z najwspanialszego instrumentu świata. Oparłam się o jego barki wsłuchując się w melodię. Nagle zmienił tonację, a nuty zaczęły układać się w jedną z moich ulubionych kompozycji Stefano Mocini'ego, It hurts.
- Trafiłem?- spytał cicho.
- Idealnie- odszepnęłam wpatrując się w jego dłonie.
Ta chwila mogłaby trwać wieczność. Przy nim czułam, że żyję. Nie potrzebowałam siatkówki aby czuć się spełnioną i szczęśliwą. Mogłam być sobą. Mogłam być wredna, chamska, sarkastyczna, a on ciągle był przy mnie. Dobrze wiedział co lubię, co mi się podoba, co myślę! On po prostu czytał mi w myślach! Wraz z ostatnią nutą złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach. Odwzajemnił go z taką wrażliwością i słodyczą, iż wiedziałam, że kocham tego faceta. Nie ma i nie będzie żadnego innego.
Z każdą sekundą nasz pocałunek zmieniał się w coraz bardziej dziki i namiętny. Młody rozgrywający błądził swoimi dłońmi po moich plecach z delikatnością, która mogła zaskoczyć. Fabian na chwilę oderwał się od moich ust ciężko oddychając. Spojrzał się na mnie pytająco, tak jakby pytał się o zgodę. Nieznacznie kiwnęłam głową w odpowiedzi, doskonale wiedziałam czego chciałam. Drzyzga wstał z krzesełka, objął mnie rękoma w talii, a ja podskoczyłam i owinęłam swoje nogi wokół jego bioder. Znów złączyliśmy nasze usta w pocałunku, zmierzając w kierunku sypialni.
On jest tym jedynym. Jest moim ideałem. Jest mężczyzną z którym chcę być do końca. Nie ma i nie będzie żadnego innego. Czułam, że przy nim jest moje miejsce na świecie. Nigdy nie wierzyłam w pokrewieństwo dusz. Uważałam to za niemożliwe. Jednak po spotkaniu tego mężczyzny, zmieniłam zdanie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że kazałam tak długo czekać ;)
Brak pomysłu i częściowo również ochoty ;p
Ale jest to jeden z dłuższych rozdziałów, więc sądzę, że mi wybaczycie ;)
Justyna ;*